Dwa pocałunki

Rozdział 1 (1)

==========

ROZDZIAŁ PIERWSZY

==========

----------

ZESTAW

----------

Czternaście lat

Jest piątkowy wieczór, więc nie powinno mnie dziwić pukanie do drzwi mojej sypialni. Ani to, że otwierają się zaledwie dwie sekundy później, nawet nie przyznając się do wejścia.

Mój szesnastoletni brat, Carter, ma godzinę policyjną o północy. Wchodzi przez drzwi o dwunastej na kropce, tylko po to, żeby znów wyjść przez moje okno, po czym wraca przed wschodem słońca. Inny weekend. Ta sama piosenka i taniec.

"Wiesz, że tata cię kiedyś złapie" - mówię do Cartera, gdy on rozsuwa zasłony i podnosi parapet.

Przerzuca jedną nogę na drugą, podpierając się na parapecie. "Nah. Nie złapie mnie, ponieważ moja ulubiona mała sis ma moje plecy".

Jestem na boku, koc owinięty przytulnie wokół moich ramion i schowany pod moimi stopami. "Jestem twoją jedyną sis, więc twój punkt jest moot."

On wyrzuca swoją drugą nogę i spada na stały grunt, oczy zerkają przez parapet, gdy chwyta go obiema rękami. "Nadal mój ulubiony. Bądź w domu za kilka godzin. Nie zwlekaj." Pociąga okno w dół delikatnie, nie wydając dźwięku, i znika w nocy, pozostawiając moje zasłony otwarte. Mogłabym wstać i je zamknąć, ale jaki to ma sens? Otworzą się ponownie, kiedy wróci.

Kopiąc okładki z moich nóg, wyciągam spod siebie telefon. Musiałam się na nim potoczyć, kiedy spałam. Tak jak podejrzewałam, jest północ. Przetaczam się z boku na plecy, wpatrując się w neonowy blask plastikowych gwiazdek przyklejonych do mojego sufitu.

Gdybyśmy z Carterem mogli po prostu zamienić się pokojami, nie miałabym chłopców nieustannie wchodzących i wychodzących przez moje okno. Tata jednak nie ufa Carterowi. Cóż, nie do końca. Więc znów zostanę obudzona za kilka godzin, kiedy wróci, prawdopodobnie z Rykerem, swoim najlepszym przyjacielem.

Moje oczy się zamykają i błagam o sen, zanim nadejdzie ten czas.

W końcu odpływam, a następną rzeczą, jaką wiem, jest to, że budzi mnie walenie w moje okno. Rzut oka na zegar dowodzi, że od wyjazdu Cartera minęło zaledwie kilka godzin.

Kolejne uderzenia sprawiają, że zaciskam zęby. Chyba sobie żartujesz!

Ze złością zrzucam koc z nóg i podchodzę do okna, gotowa wypchnąć Cartera z powrotem na zewnątrz, kiedy zauważam, że to nie on.

Dwoma rękami, podpieram okno tak daleko, jak tylko się da. "Ryker. Co ty tu robisz?"

Jego oczy podróżują od mojej klatki piersiowej do twarzy i jest to upokarzające przypomnienie, że nie mam na sobie stanika. Klaruję ramiona nad sobą, aby ukryć moje piersi. Kilka lat temu, kiedy mieliśmy takie spotkania, nie było to powodem do zmartwień. Od tego czasu rozkwitłam - bardziej niż bym chciała.

Przekrwione oczy Rykera błyszczą, a smród piwa toczy się z jego języka. "Mogę wejść?"

"Wiesz, że Cartera tu nie ma, prawda?"

"Tak, wiem. Muszę się tylko rozbić. Nie mogę wrócić do domu. Wiesz, jaki jest mój stary."

Wzdycham ciężko i robię krok w bok. "Tak, chyba." Macham mu do środka.

Nie mogę go odtrącić w tym stanie, nie żebym chciał. Ryker jest dla mnie jak kolejny starszy brat. Wszyscy razem dorastaliśmy. Graliśmy w baseball na podwórku z dziećmi z sąsiedztwa, jedliśmy Popsicles pływając latem w basenie. Może i jest najlepszym przyjacielem Cartera, ale dla mnie też stał się dobrym przyjacielem.

Cóż, był. Im jesteśmy starsi, tym bardziej czuję, że dystans między naszą trójką się powiększa. Ale rozumiem to. Jacy chłopcy z drugiego roku chcą zadawać się z dziewczyną z ósmej klasy?

Ręce Rykera przyciskają się do parapetu, a on sam popycha się w górę, używając całej siły górnej części ciała. Intensywnie obserwuję, jak wystają żyły w jego ramionach i napinają się mięśnie. To było nic, że targnął całe swoje ciało do środka. Jednak lądowanie wydaje się być problemem. Potyka się w lewo, potem w prawo, zanim rozbije się o moją szafkę nocną, przewracając lampę stołową i rozlewając pełną szklankę wody na mój beżowy dywan.

"O cholera", mamrocze. "Mój błąd, Kit-Kat."

Ugh. To przezwisko. Byłem nim nękany odkąd skończyłem siedem lat. Ryker przekupywał mnie batonikami, kiedy on i Carter byli do niczego i chcieli zapewnić sobie moje milczenie.

"Jest dobrze." Podnosząc teraz pustą szklankę, popycham szafkę nocną z powrotem do ściany, a następnie chwytam jego ramię, próbując go podnieść, ale jest martwym ciężarem. "Dobra, będziesz musiał włożyć trochę wysiłku tutaj, Ry." Pociągam ponownie, i tym razem, on zatacza się na nogi. To znaczy, dopóki się nie potknie i obaj lecimy do tyłu na moje łóżko. On na mnie.

Ryker się śmieje, ale to wcale nie jest zabawne. Muszę jutro wcześnie wstać na wizytę u lekarza w Harbor City, co oznacza trzy godziny jazdy. Tata będzie chciał rozmawiać przez całą podróż, bo już prawie się nie widujemy, więc sen nie wchodzi w grę podczas jazdy.

Patrzę w jego szmaragdowe oczy, zauważając sposób, w jaki się na mnie gapi. Nie mogę powiedzieć, czy patrzy przeze mnie, czy próbuje czytać w moich myślach. Tak czy inaczej, jest to niekomfortowe.

"Możesz teraz ze mnie zejść".

Nadal patrząc na mnie, popycha swoje ręce w dół po obu stronach mnie i wstaje. "Przepraszam, Kit-Kat." Trzyma ręce w górze w harcerskim salucie. "Nigdy więcej picia. Uroczyście przysięgam."

"Tak. Jasne." Wszyscy słyszeliśmy to więcej niż raz. Ponownie chwytam jego ramię, tym razem z wystarczającą siłą, aby go poprowadzić, ale nie na tyle, aby spaść z nim, jeśli spadnie. "Zabierzmy cię do pokoju Cartera, zanim mój tata się obudzi. Zadzwoni do twoich rodziców i naprawdę będziesz w głębokiej kupie".

Śmieje się. "Powiedziałeś kupa."

Moje policzki rumienią się z gorąca, ale chichoczę razem z nim. "A teraz właśnie to zrobiłeś."

Ryker szturcha mnie, trochę za mocno, a moje biodro uderza o bok mojej komody. "Say shit, I dare ya."

Dobra, może mam tylko czternaście lat, ale mam czternaście. Zachowuje się, jakbym nigdy nie powiedział przekleństwa. Ale wiem, co robi. To nasza sprawa. Dare to jedna z gier, w które często grałem z nim i Carterem, kiedy byliśmy młodsi. Przyznaję, że były to niewinne rzeczy, takie jak picie mikstury ze zmieszanych śmieci lub prank calling someone. Nie żeby mówienie o gównie było niemoralne.




Rozdział 1 (2)

"Gówno" - mówię w końcu, żeby go uspokoić. "Będziesz w głębokim gównie".

Drażniąc się, klepie dłonią po ustach i hee-haws. "Cholera, dziewczyno. Nie sądziłam, że masz to w sobie."

Wyciągam otwarte drzwi mojej sypialni, praktycznie wywlekając go na zewnątrz, i jestem gotowa wyrzucić go na korytarz. "Oto kolejny dla ciebie. Jesteś wrzodem na tyłku, Ry."

On wypuszcza przeciągnięty wydech, oczy zamknięte na moich. "Masz rację, Kit. Jestem wrzodem na tyłku." Jego wolne palce grabieją przez jego niechlujne brązowe włosy. "Cholera!" miesza trochę za głośno, powodując, że klepię ręką po jego ustach, zanim obudzi mojego tatę, choć to go nie zamyka. "Jestem taki zakręcony".

No i proszę. Uczuciowa strona pijanego Rykera wychodzi na jaw. Nienawidzę tej jego strony. Nie dlatego, że nie chcę usłyszeć, co ma do powiedzenia, ale dlatego, że nienawidzę słuchać, jak cały czas się obija.

Prowadząc go, wchodzimy na schody, które są walką. Pozwalam mu podpierać się poręczą, zamiast moim ramieniem, bo jest duża szansa, że obaj polecimy w dół, jeśli pozwolę mu się na mnie oprzeć.

Jakoś udaje nam się wejść na górę bez upadku. Docieramy do sypialni Cartera, a ja szybko otwieram drzwi, podczas gdy Ryker opowiada o swoich ocenach i o tym, że nigdy nie dostanie się na studia. Kiedy jesteśmy już w środku, zamykam drzwi, żeby tata nie mógł nas usłyszeć z głębi korytarza. Ryker nadal mamrocze bzdury, więc go ucinam. "Nie jesteś zakręcony, Ry. Po prostu...próbujesz znaleźć swoją drogę".

Uśmiech rozprzestrzenia się na jego twarzy, jakby jego emocje nagle się przesunęły. "Jesteś dla mnie zbyt dobry, Kit-Kat."

"A ty jesteś pijany. Idź do łóżka, Ry."

Odwracam się, żeby wyjść z pokoju Cartera, ale Ryker zatrzymuje mnie ręką na ramieniu. "Dlaczego jesteś taka dojrzała jak na swój wiek? Wiesz, że to w porządku nie być idealnym przez cały czas?"

Jego słowa biorą mnie z zaskoczenia, ale śmieję się z nich, niepewny jak zareagować na to stwierdzenie. Jasne, jestem bardziej dojrzała niż większość dziewczyn w moim wieku, ale mam też obowiązki, których większość ludzi w moim wieku nie ma. Co do bycia idealną, daleko mi do tego. Ryker może być tym pijanym, gotowym do wylania swoich uczuć, ale ja trzymam swoje w butelce w środku. Kiedy nie dzielisz się ze światem swoimi problemami, mają wszelkie powody, by sądzić, że wszystko jest w porządku.

Zamiast odpowiedzieć słowami, odwracam się, by stanąć przed nim i robię to, co zawsze. Wyciągam rękę z bezczelnym uśmiechem na twarzy.

Nie mam już siedmiu lat, ale na czekoladę nigdy nie jest się za starym.

Ryker patrzy w dół na moją dłoń, a potem z powrotem na mnie. Poklepuje klatkę piersiową swojej skórzanej kurtki i napina zmarszczkę. "Przepraszam, Kit. Fresh out."

Pouting, przechylam głowę na bok. "Od kiedy?"

On się śmieje. "Odkąd miałaś jakieś jedenaście lat i nie przekupywałem cię już cukierkami. Nie wspominając już o tym, że nie powinnaś mieć już czekolady, Kit-Kat."

Moje oczy się przewracają. "Ty też nie? Myślałem, że jesteś po mojej stronie".

Ryker zamiata moje włosy z ramienia, szczerząc się. "Zawsze po twojej stronie, dziewczynko".

Moje ramiona krzyżują się nad moją klatką piersiową, przypomnienie, że nie mam stanika na sobie. "Ya know, bez uiszczenia opłaty, będziesz musiał wyjść z powrotem przez moje okno".

Ryker szydzi. "Cóż, nie mam batonika." Zatrzymuje się na chwilę. "Może to mi to wynagrodzi." Pochyla się do przodu, biorąc mnie przez kompletne zaskoczenie. Jego usta przyciskają się do mojego policzka - odciskając mnie, choć on jeszcze o tym nie wie. Gorący oddech rozlewa się po moim ciele, podczas gdy moje myśli uciekają mi.

Wycofuje się, uśmiech na jego twarzy, który wysyła motyle trzepoczące w moim żołądku, podczas gdy zapach alkoholu utrzymuje się wokół mnie.

Zaniemówiłam. Oszołomiona. Zszokowana. Patrzę w dół. Czy moje stopy nadal stoją na ziemi? Patrzę z powrotem na niego, wiedząc, że się rumienię, gdy pociągam nerwowo za ucho, ale nawet mnie to nie obchodzi.

Dlaczego mnie pocałował? To był tylko policzek, ale jednak. Nigdy tego nie robił. Zapomnij o batonikach. Chcę, żeby zrobił to jeszcze raz.

Jego zielone oczy lśnią, gdy kącik jego wargi się podnosi. "Noc, Kit-Kat."

"G...g'night...Ry."

Odwracam się, by zostawić go w pokoju Cartera, ale kiedy oczyszcza gardło, jakby miał coś do powiedzenia, odwracam się i przesłuchuję go wzrokiem.

Jest krótka chwila ciszy, zanim mówi: "Powodzenia przy jutrzejszej operacji".

Przypomniał sobie. To nic wielkiego, tylko drobny zabieg. Ale fakt, że pamiętał, działa na moje serce.

Szczerząc się od ucha do ucha, wracam do pokoju z dłonią na policzku i uczuciem w dole brzucha, które jest mi obce. Moje palce pasą się na wilgotnym miejscu, gdzie kilka sekund temu były jego usta.

Pocałował mnie.

I właśnie tej nocy zakochałam się w najlepszym przyjacielu mojego brata.




Rozdział 2 (1)

==========

ROZDZIAŁ DRUGI

==========

----------

RYKER

----------

Szesnaście lat

"Zwolnij, człowieku. Mamy całą noc" - mówi Carter, mój najlepszy przyjaciel, gdy wypijam kolejne piwo.

On ma całą noc. Dwie minuty dzielą mnie od tego, żeby się stąd wynieść i rozwalić w jego łóżku. Ten ostatni drink naprawdę mnie załatwił.

Burknąłem, czując jak piwo wraca do przełyku.

Yep. Czas iść, zanim zwymiotuję na oczach wszystkich tutaj.

Nawet nie mówię nic, zanim odwrócę się od ognia i tłumu na plaży.

Nikt nie powiedział mi, że Ava tu będzie. Powinnam była wiedzieć, biorąc pod uwagę, że jest najlepszą przyjaciółką Stacy. Wydaje się, że bez względu na to, co robię, nie mogę od niej uciec.

Nie mogę uciec od ostatnich ośmiu miesięcy, w których byliśmy razem, ani od miesiąca, w którym byliśmy osobno.

Pieprzyć to i pieprzyć ją.

Przerzucam puszkę z piwem przez ramię, nie będąc nawet pewnym, gdzie wyląduje, i robię sobie drogę w górę piaskowej wydmy. Tuż za szczytem jest moje wyjście z tego miejsca. Niestety, wychodzę na piechotę.

Nie dlatego, że jestem pijany, ale dlatego, że nie mam samochodu. Nie mam takich luksusów, jakie mają te wszystkie bogate dzieciaki. Nie żebym ich oceniał. Gdyby moi rodzice byli bogaci, z chęcią przyjąłbym Benza czy Bugatti. Ale nie są. Mamy szczęście, że dziś rano włączono nam prąd, po tym jak nie było go przez trzy dni.

Większość ludzi narzekałaby na moją sytuację życiową, ja jestem po prostu wdzięczny, że mieszkamy w Oakley Shores, gdzie ciepło nie jest potrzebne. Cóż, technicznie rzecz biorąc, jestem poza OS w Alcove, ale nadal uczęszczam do szkoły publicznej, ponieważ bije na głowę slumsy Alcove High. Najwyraźniej moi rodzice myśleli o mojej przyszłości, kiedy zaczynałem. Szkoda, że nie myślą o niej teraz.

"Ryker! Czekaj."

Ten głos. Kurwa. Ten głos.

Odejdź!!! Wewnętrznie błagam ją.

"Proszę. Po prostu poczekaj cholerną minutę, żebyśmy mogli porozmawiać."

Nie patrzę na nią, gdy tylko dołącza do mojego boku. Po prostu kontynuuję spacer, moje oczy skupione na wydmie przed mną. "Nic nie zostało do powiedzenia, Ava."

Chwyta mnie za ramię, próbując mnie zatrzymać, ale strzepuję jej rękę.

Wydmuchując przesadny oddech, przestaje chodzić, podczas gdy ja kontynuuję. "Dlaczego to robisz, Ryker?"

"Bo chcę."

Albo dlatego, że muszę. Jeśli będę słuchał tego, co ma do powiedzenia, zostanę ponownie wessany. To się stało dwa razy, odkąd zaczął się nasz związek. Dwa razy zdradziła mnie z tym samym członkiem mojej drużyny piłkarskiej. Dwa razy przyjąłem ją z powrotem. Nigdy więcej.

"Dobra", krzyczy zza pleców. "Miej to po swojemu".

Przerzucam środkowy palec przez ramię i to tak, jakby życie naprawdę chciało mnie pokonać, bo potykam się i face-plant w przód wydmy. Zjadam piasek, gdy popycham się z powrotem na nogi. Zmiatając dłonie na spodnie, wypluwam z ust ziarniste gówno.

Dobrze rozegrane, karma. Dobrze rozegrane.

Kopię kamienie i staram się utrzymać ciało w pionie, gdy przechodzę przez parking i w dół jednokierunkowego napędu, który prowadzi do naszego prywatnego miejsca na plaży. Nie jestem nawet pewien, kto jest właścicielem tego kawałka nieruchomości nad oceanem, ale w zasadzie twierdziliśmy, że jest to nasze własne, ponieważ nikt nigdy nie przychodzi i nie rozbija naszych weekendowych imprez. Nie żeby to miało znaczenie. Studentom z OSH uchodzi na sucho wszystko, co chcą. Ja mogę być nikim, ale moi przyjaciele są kimś. Przynajmniej ich rodzice są, a pewnego dnia zajmą należne im miejsce. Od podstawówki wiedziałam, że nie pasuję, ale z jakiegoś powodu zostałam przyjęta z otwartymi ramionami. Po zobaczeniu mnie w najgorszym stanie przez ostatnie kilka lat, oni nadal trzymają mnie w pobliżu. To muszą być moje gwiezdne umiejętności na boisku, bo to wszystko, co mam dla mnie.

Im więcej chodzę, tym bardziej zaczyna mi doskwierać nadmierne spożycie alkoholu. Znajduję się na podjeździe Cartera. Zatrzymuję się w połowie drogi i patrzę na to miejsce. Mój najlepszy przyjaciel ma to jak w banku - i nie chodzi mi o wielki dom i drogie rzeczy w środku. Mam na myśli rodzinę w środku.

Docieram do okna Kit i stukam w szybę. Zaczęłyśmy się zakradać i wychodzić przez jej okno zeszłego lata, bo jest na niższym poziomie dwupiętrowego domu, i od tamtej pory robimy to zawsze. Jest fajnym dzieckiem, a Carter i ja ufamy, że nas nie wyda - prawdopodobnie dlatego, że przekupiłem ją cukierkami, kiedy była młodsza.

Kit w końcu wyłania się zza szyby, popychając ją do góry, aż osiądzie na swoim miejscu. "Ryker. Co ty tu robisz?"

Moje suche i zmęczone oczy podróżują w dół jej ciała i po raz pierwszy zdaję sobie sprawę, że Kit nie jest już dzieckiem. Chcę jej powiedzieć, żeby złapała koc i zakryła się, zanim ktoś ją zobaczy, ale wtedy przypominam sobie, że nikogo nie ma w pobliżu i jest w zaciszu własnego domu.

Jakby wyczuła moją świadomość swojego stanu bez stanika, zakrywa klatkę piersiową, a ja się chichram. To zabawne, że myśli, iż musi się przede mną ukrywać. Dziewczyna jest jak młodsza siostra i zamordowałbym każdego faceta, który choćby pomyślał o tym, że mógłby na nią spojrzeć w nieodpowiedni sposób.

Moja głowa przechyla się na bok, gdy próbuję uzyskać wejście. "Mogę wejść?"

Ona patrzy z powrotem na mnie z zagadką. "Wiesz, że Cartera tu nie ma, prawda?"

To nie pierwszy raz, kiedy przychodzę tu bez niego. Carter jest życiem imprezy, nawet bez picia, podczas gdy ja mam tendencję do odchodzenia na własną rękę po kilku drinkach, ponieważ nie jestem dokładnie osobą z ludźmi. "Tak, wiem. Muszę się tylko rozbić. Nie mogę wrócić do domu. Wiesz, jaki jest mój stary."

Kit wydmuchuje zirytowany oddech. "Tak, chyba."

Podnoszę się i przerzucam nogi przez parapet. Zamiast stanąć na nogi, alkohol bierze górę i posyła mnie z impetem na stolik nocny Kit. Jej lampa spada na podłogę, wraz ze szklanką wody, która rozlewa się po całym jej dywanie. "O, cholera. Mój błąd, Kit-Kat."

Kit-Kat to przezwisko, które nadałam siostrze Cartera, gdy była jeszcze dzieckiem. Cóż, wszyscy byliśmy dziećmi. Carter i ja jesteśmy tylko dwa lata starsi od niej, i choć wydawało się, że to duża różnica, gdy byliśmy młodzi, to z wiekiem nie jest to ogromna różnica.

Kit podnosi szklankę, a potem chwyta mnie za ramię, próbując podciągnąć mnie do góry, ale ja nie mogę przestać się śmiać i nie wiem dlaczego. Może dlatego, że moje siły są wyczerpane, a ta dziewczyna stara się jak może, żeby ściągnąć mnie z podłogi swojej sypialni, a w tym momencie pewnie chce mnie z powrotem wyrzucić przez okno.




Rozdział 2 (2)

"Dobra, będziesz musiał włożyć trochę wysiłku tutaj, Ry".

W końcu podnoszę się na nogi, ale potykam się i oboje upadamy na łóżko - ja na niej. Gdyby to była jakakolwiek inna dziewczyna, byłoby to niezręczne. Ale to jest Kit.

Mimo to, nie ruszam się. Nie jestem pewien, czy to dlatego, że jestem odurzony i leniwy, czy też z powodu sposobu, w jaki ona wpatruje się we mnie.

Patrząc w jej niebieskie oczy, zastanawiam się, jak to się stało, że tak szybko dorosła. To jest ta dziewczyna, która przez lata włóczyła się za mną i Carterem. Jest w każdym z moich wspomnień z dzieciństwa, a tu jesteśmy, nastolatkowie, a ona wciąż tu jest. Cała rodzina Levine'ów wciąż tu jest i nie odwróciła się ode mnie.

"Możesz teraz ze mnie zejść", mówi w końcu przez ścięty oddech. Prawdopodobnie dlatego, że kładę cały swój ciężar na jej kruchej klatce piersiowej.

Staczam się z niej i stabilizuję się na nogach. Czując się jak prawdziwy dupek, wyrzucam ręce w górę w poddaniu. "Przepraszam, Kit-Kat. Nigdy więcej nie piję. Uroczyście przysięgam."

"Tak. Jasne." Łapie mnie za nadgarstek i zaczyna prowadzić przez swój pokój. "Zabierzmy cię do pokoju Cartera, zanim mój tata się obudzi. Zadzwoni do twoich rodziców i naprawdę będziesz w głębokiej kupie."

Nie mogę pomóc śmiech, który ślizga się między moimi ustami. "Powiedziałeś kupa".

"A teraz właśnie to zrobiłaś."

Figlarnie szturcham jej bok z moim. "Say shit, I dare ya."

Nie zrobi tego. Nie słodka mała Kit. A jeśli to zrobi, nie ma wątpliwości w moim umyśle, że się zarumieni.

"Gówno", wzdycha, "będziesz w głębokim gównie".

"Cholera, dziewczyno. Nie sądziłem, że masz to w sobie."

Zgodnie z podejrzeniami, jej policzki rumienią się, a ona pociera dolną część płatka ucha. Tak łatwo poznać, kiedy Kit jest zakłopotana lub zła - zawsze pociera ucho.

Pociąga za sobą otwarte drzwi, praktycznie wyrzucając mnie na zewnątrz, i dołącza do mojego boku, gdy idziemy korytarzem na górę. "Oto kolejny dla ciebie. Jesteś wrzodem na tyłku, Ry."

Ciężki oddech ucieka mi, gdy jej słowa uderzają nie tylko w moje uszy. Trochę kłują, bo Kit ma dokładnie rację. Nie jestem pewien, dlaczego ta rodzina w ogóle mnie znosi.

"Masz rację, Kit. Jestem wrzodem na tyłku." Gwałcę palcami po włosach, nienawidząc siebie coraz bardziej z każdą mijającą sekundą. Nie powinienem był tu przychodzić. Ta niewinna dziewczyna, która nie ma żadnego interesu w oglądaniu mnie w takim stanie, jest teraz świadkiem mojego roztopienia. Gdybym tylko mógł jej powiedzieć, żeby trzymała się ode mnie z daleka, bo nie potrzebuje takiego zachowania w swoim życiu. To dobra dziewczyna.

"Cholera!" wołam. Jak tylko słowo wylatuje z moich ust, Kit ucisza mnie, klepiąc dłonią po moich ustach. Kontynuuję rozmowę, choć mój głos jest stłumiony. "Jestem takim popaprańcem."

Jestem zakręcony. Jestem gwiazdą na schodach, chociaż. Nawet nie przegapiłem kroku. Właściwie to czuję się teraz bardzo spokojna. To może być spowodowane tym, że Kit używa całej swojej siły, żeby mi pomóc.

"Nie powinieneś pomagać takiemu nędzarzowi jak ja. Strasznie mi idzie w szkole. Prawdopodobnie nie dostanę się na żadne studia. Skończę pracując całe życie w sklepie mojego dziadka. Smarna małpa na całe życie." Jestem całkiem pewien, że ignoruje wszystko, co mówię, ale kontynuuję, bo z jakiegoś powodu pomaga mi powiedzieć to wszystko na głos i nigdy nie przyznałbym się do tego nikomu innemu. Nie jestem nawet pewien, dlaczego przyznaję się do tego jej. "Ostatnio cały mój wolny czas spędzam na użalaniu się nad sobą. Jestem w rozsypce, Kit. Bałagan, od którego musisz trzymać się z daleka."

Kiedy jesteśmy już w środku pokoju Cartera, Kit zamyka drzwi. "Nie jesteś zakręcony, Ry. Po prostu... próbujesz znaleźć swoją drogę."

I właśnie dlatego jest jedyną osobą, przy której mogę być sobą. "Jesteś dla mnie zbyt dobry, Kit-Kat."

"Jesteś pijany. Idź do łóżka, Ry."

Kiedy odwraca się, żeby wyjść, zatrzymuję ją. Nie jestem gotowy na jej odejście. Chcę nie spać i rozmawiać godzinami o absolutnie niczym, póki mam kogoś, kto jest gotów słuchać. Wiem, że Kit by to zrobiła. To właśnie robi - pomaga wszystkim innym, jednocześnie zapominając o pomaganiu sobie. "Dlaczego jesteś taka dojrzała jak na swój wiek?" pytam. "Wiesz, że to w porządku nie być idealnym przez cały czas?".

Milczy przez dobrą minutę, podczas gdy ja usztywniam się, przyciskając dłoń do ściany, głowę przechyloną w stronę mojego ramienia.

Nagle uśmiech pojawia się na jej ustach, a ona wyciąga rękę. Żadnych słów, tylko tandetny uśmiech na jej twarzy i te miękkie, niewinne oczy patrzące na mnie.

Moje ręce klepią po piersi, pokazując jej, że nie mam tego, o co prosi. "Przepraszam, Kit. Fresh out."

Ona pouts, jakby naprawdę spodziewała się, że mam batonik dla niej. "Od kiedy?"

Oddychający chuckle wspina się do mojego gardła. "Odkąd miałaś jakieś jedenaście lat i nie przekupywałam cię już cukierkami. Nie mówiąc już o tym, że nie powinnaś mieć już czekolady, Kit-Kat."

Jestem całkiem pewna, że czekolada to jedna rzecz, której powinna unikać. Jeśli dobrze pamiętam, Carter powiedziała, że musi zmienić dietę i ćwiczenia. Ona już nawet nie kibicuje, tylko asystuje trenerowi, więc nadal może być częścią drużyny. To smutne, bo kibicowanie zawsze było jej ulubioną rozrywką.

Kiedy przewraca oczami, wyczuwam jej frustrację.

"Nie ty, też? Myślałam, że jesteś po mojej stronie".

Zbłąkany kosmyk włosów przykleja się do jej policzka, więc go zmiatam. "Zawsze po twojej stronie, dziewczynko". Nawet gdyby była przepaść i cały świat stał po jednej stronie, a Kit i Carter po drugiej, byłbym tam z nimi.

"Ya know, bez płacenia należności, będziesz musiał wyjść z powrotem przez moje okno".

szydzę, obserwując szczerość w jej oczach. "Cóż, nie mam batonika, więc", wzruszam swobodnie ramionami przed pochyleniem się do niej, "może to nadrobi". Moje usta miękko przyciskają się do jej policzka.

Kiedy się wycofuję, patrzę na nią i jest oczywiste, że ją zaskoczyłem. To był tylko pocałunek w policzek. W ten sam sposób, w jaki pocałowałbym moją mamę. Śmieję się z jej zdenerwowania. "Noc, Kit-Kat."

"G...g'night...Ry."

"Oh," mówię, łapiąc ją zanim wyjdzie z pokoju, "powodzenia z jutrzejszą operacją".

Jej głowa przechyla się w najmniejszym stopniu, a ona się uśmiecha. "Dzięki."

Patrząc na nią w przyćmionym świetle, wydaje się inna. Ta sama dziewczyna, ale starsza i piękniejsza niż kiedykolwiek widziałem ją wcześniej.

Tej nocy leżałem w łóżku mojego najlepszego przyjaciela przez wiele godzin...myśląc o jego młodszej siostrze.



Rozdział 3 (1)

==========

ROZDZIAŁ TRZECI

==========

----------

ZESTAW

----------

Piętnaście lat

"Możesz w to uwierzyć?" Kaylee scurries do mojego boku, książki przytulone do jej piersi. "Jesteśmy teraz w pieprzonej szkole średniej".

"Ciii", uciszam ją, rozglądając się, aby upewnić się, że żaden z nauczycieli jej nie usłyszał.

Trzymając się kroku w dół sali, robię wszystko, aby nie wpaść na kogoś, podczas gdy Kaylee praktycznie zmusza ludzi z jej drogi.

"Czy nie jesteś nawet w najmniejszym stopniu onieśmielona?" Pytam ją, podczas gdy biorę w jej wyborze ubrań. Para czarnych dżinsów z większą ilością dziur niż materiału, biały tank top, który pokazuje połysk jej brzucha, w tym jej pierścień z pępka, zwieńczony parą czarnych obcasów. Zdecydowanie nie wygląda jak pierwszoklasistka w liceum. Bardziej jak świeżak w college'u. "Jeszcze lepiej, jak twoja mama wypuściła cię z domu w tym ubraniu?".

"Odpowiadając na twoje pierwsze pytanie, nie, wcale nie jestem onieśmielona i ty też nie powinnaś. To tylko licealiści, tacy jak my. Po drugie, ona nie." Kaylee otwiera szeroko ramiona, pokazując górną połowę swojego ciała. "Miałam na sobie flanelę".

śmieję się. Gotta love her.

Z drugiej strony, zdecydowanie nie jestem ubrany, aby zrobić wrażenie w moich czarnych legginsach, białych slip-on Vans i białej koszulce, która mówi, Obudź mnie, gdy jest piątek.

Kaylee przestaje chodzić gwałtownie, jej oczy wlepione przed nią. "Whoa. Kto na zielonej ziemi Boga jest to i został umieszczony tutaj tylko dla mnie?"

Podążam za jej linią wzroku i widzę nową twarz. To nie jest nowy dzieciak, który przykuwa mój wzrok, chociaż. To, kto stoi obok niego. Asher Collins, aka perfekcja i mój drugi największy crush.

Wzruszam ramionami. "Musi być nowy."

Kaylee łapie mnie za nadgarstek i zaczyna ciągnąć w ich kierunku. "Więc musimy się przywitać".

"Nie. Nie. Nie", błagam ją przez całą drogę, ale ona całkowicie mnie ignoruje. "Muszę znaleźć moją szafkę, Kay." Ale następne co wiem, to że tam jesteśmy.

Nie powinnam być tak zdenerwowana. W końcu spędziliśmy większość naszego lata z Asherem i jego przyjaciółmi. Po latach bycia niewidzialnymi, Kaylee i ja w końcu wyszliśmy z naszych skorup. Cóż, ona w każdym razie wyszła. Ja jestem tylko przegranym przyjacielem, który żyje w jej cieniu. Przez lato, Kaylee naprawdę dorosła. Jest cudowna i wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, zanim każdy facet w Oakley Shores ją zauważy. Nie jest już tą niezręczną nastolatką, którą ja wciąż jestem. To tylko moje szczęście, że jestem jej najlepszą przyjaciółką i byłam zmuszona chodzić z nią na każde spotkanie towarzyskie. Nie jestem pewna, czy to przekleństwo, czy błogosławieństwo, i jeszcze nie zdecydowałam.

"Co tam, chłopcy?" mówi Kaylee, przygryzając dolną wargę, jednocześnie patrząc na nowego dzieciaka w górę i w dół.

Jest ich czterech. Najpopularniejsi chłopcy w naszej klasie-Asher, Logan i Micah - i oczywiście nowy chłopak.

Logan poklepuje nowicjusza po plecach. "Właśnie mówiłem Damonowi o zbliżającym się wielkim meczu z Alcove". Logan zwraca swoją uwagę na Damona, jak mniemam. "Są dobrzy, stary. Ale nie tak dobrzy jak my."

"Futbol, oczywiście." Kaylee wydmuchuje oddech przed wyciągnięciem ręki do Damona. "Jestem Kaylee, junior varsity cheerleader, a to moja najlepsza przyjaciółka, Kit".

"Cześć." Uśmiecham się, pokazując pełny zestaw metalu na moich zębach z niezręcznym machnięciem.

Słyszę stłumiony śmiech i patrzę na to, aby zobaczyć, jak kącik ust Ashera podciąga się, podczas gdy jego głowa subtelnie się trzęsie. Wiem, że to reakcja na moje dziwactwo.

Asher nie mówi zbyt wiele, nie uśmiecha się, nie robi nic, co wiąże się z interakcją międzyludzką - chyba że chodzi o piłkę nożną. Jest w pewnym sensie tajemniczy, co zawsze mi się podobało.

Do Micaha dołącza jego dziewczyna, Carly, i jej najlepsza przyjaciółka, Liza. Kładzie rękę na talii Carly, a mój żołądek robi małe salto. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę to miała: faceta, który patrzy na mnie w ten sposób - dotyka mnie w ten sposób.

"Kit, co?" mówi Damon, przerywając ciszę między nami. "To ciekawe imię".

"Właściwie to Katherine, ale nikt mnie tak nie nazywa". W każdym razie już nie. Z tego co słyszałam, moja mama tak robiła zanim nas opuściła, gdy miałam zaledwie dwa lata.

"Lubię Katherine. Pasuje do ciebie," mówi Damon, powodując, że moje policzki rumienią się z gorąca.

"Czy ty też kibicujesz?" Damon pyta, a ja jestem niepewny, dlaczego jego uwaga jest na mnie. To oczywiste, że jest nowy, inaczej nawet by się nie przejmował.

"Tak", Kaylee intonuje, czyniąc swoją obecność znaną. "Cóż, tak jakby." Patrzy na mnie dobitnie, a ja tego nienawidzę. "Kit tak jakby... wspomaga teraz zespół".

Damon podnosi swój podbródek. "Oh, jak kapitan?"

Następną rzeczą, jaką wiem, jest to, że jestem podnoszona z nóg i kręcona wokół przez Logana, klasowego klauna. "Kitty, kapitan," śpiewa, wystarczająco głośno, by przykuć uwagę połowy uczniów na korytarzach.

"Postaw mnie na ziemi." Piszczę śmiechem, uderzając wielokrotnie w jego ramiona, gdy obraca się w kółko tak szybko, że robi mi się lekko. "A ja nie jestem kapitanem".

"Nie, ona jest tylko okaleczonym kolegą z drużyny," mówi Asher, gdy szczotkuje obok nas. Moje serce spada do żołądka, gdy patrzę, jak odchodzi. Logan przestaje się kręcić i ustawia mnie, stabilizując mnie rękami na moich biodrach.

Kaylee pochyla się i szepcze: "Ignoruj go".

Przełykam twardą kulę tworzącą się w moim gardle, nie pozwalając sobie na pokazanie, jak głęboko tną jego słowa. Prawda jest taka, że jestem okaleczony - złamany nie do naprawienia.

"Grady," znajomy głos dobiega zza pleców, "ręce do siebie, chyba że już nigdy nie chcesz rzucać piłką".

Logan szybko upuszcza swoje dłonie, które wciąż spoczywały niewinnie na moich biodrach. Spoglądam przez ramię i widzę Rykera. Jego oczy są szerokie i utkwione we mnie. "Idź na zajęcia, Kit".

Niedaleko w tyle jest mój brat, Carter. Kiedy zauważa mnie, podnosi tempo, dołączając do małego kręgu. "Co się dzieje?" pyta Rykera. "Ktoś ci przeszkadza, Kit?"

Ciepło pochłania całe moje ciało. Mieszanka upokorzenia i gniewu. "Nie, ale ktoś jest teraz." Idę w stronę Cartera i chwytam go za ramię, odciągając go od siebie, podczas gdy Ryker podąża za nim. "Proszę, nie rujnuj mojego pierwszego roku. Błagam cię. Jeśli mnie zobaczycie, odwróćcie się. Oboje."




Tutaj można umieścić jedynie ograniczoną liczbę rozdziałów, kliknij poniżej, aby kontynuować czytanie "Dwa pocałunki"

(Automatycznie przejdzie do książki po otwarciu aplikacji).

❤️Kliknij, by czytać więcej ekscytujących treści❤️



Kliknij, by czytać więcej ekscytujących treści